czwartek, 18 lutego 2016

JAK SOBIE POŚCIELISZ, TAK SIĘ WYŚPISZ



Spędzamy w nim  1/3 życia. Dbamy o to, aby było wygodne i piękne. Niewątpliwie to jeden z najważniejszych mebli w domu. Dzisiaj zajmiemy się tym co następuje dalej, mianowicie dekoracją przy pomocy tekstyliów. Zapraszam na dalszą część postu, gdzie zaproponuję jak ciekawie i niedrogo pościelić łóżko.





Gdyby ktoś mnie zapytał jakie są trzy najważniejsze meble w domu, w tej trójce na pewno znalazłoby się łóżko. Każdy dzień rozpoczyna się i kończy właśnie w tym miejscu. Najwygodniejszy materac i odpowiednio dobrana do naszych potrzeb rama to baza, która będzie inwestycją na długie lata. W sypialni łóżko zwykle przykuwa największą uwagę, jest jego centralną częścią, nawet jeżeli nie jest centralnie usytuowane. Może być największą dekoracją lub anty-dekoracją pokoju.

Z doświadczenia wiem, że często nie zwracamy uwagi na to w jaki sposób łóżko jest pościelone. Urządzając sypialnię wybieramy pościel, czyli w wersji podstawowej prześcieradło i poszewki na kołdrę oraz poduszki. Absolutne minimum. Często nie skupiamy się na bardziej ciekawym sposobie dekoracji tego mebla. Wielu osobom wydaje się, że to zbyt skomplikowane, zajmuje dużo czasu, a już na pewno kosztuje miliony!
Nic bardziej mylnego, wszystko jest kwestią kreatywności, a niedrogie dekoracje znajdziemy w wielu sieciówkach. 



NEUTRALNIE

Delikatne jasne kolory, które pasują do każdego wnętrza. Takie zestawienie uspokoi zarówno krzykliwe wnętrze jak i będzie współgrać z innymi neutralnymi barwami. Idealna baza dla niezdecydowanych, wystarczy dodać akcent w postaci koloru, wzoru, innej tekstury (lub zmieniać dodatki w zależności od humoru). Wszystko się sprawdzi!




1. Komplet pościeli IKEA 
2. Prześcieradło Jysk
3. Pled h&m
4. Pled IKEA
5. Poduszka dekoracyjna IKEA
6 Poszewka dekoracyjna h&m
7. Poszewska dekoracyjna h&m
8. Futrzane poduszki allegro



GEOMETRYCZNIE

Poszaleć czy nie poszaleć? Wybierając wzory geometryczne bezpiecznie jest zastosować jedną z dwóch zasad. Pierwsza to zdecydować się na jednolitą bazę i dorzucić kilka akcentów geometrycznych w ulubionych kolorach. Druga, którą zastosowałam w mojej propozycji, to mieszanie różnych wzorów, jednak bazowanie na małej palcie kolorystycznej. Wybrałam szarości/czerń/biel, do których dorzuciłam jednolite akcenty w najmodniejszych odcieniach tego sezonu.




1.Komplet pościeli bonprix
2. Prześcieradło h&m
3. Poszewka h&m
4. Poduszka dekoracyjna poduszkowcy.pl
5. Poduszka dekoracyjna IKEA
6. Poduszka dekoracyjna IKEA
7. Pled/narzuta Jysk
8. Poduszka dekoracyjna Leroy Merlin



GLAMOUR Z MOCNYM AKCENTEM

Glamour, czyli elegancja, miliony poduszek, miękkie tkaniny. Oczywiście na bogato- świecidełka, brokaty, cekiny. W popularnych sieciówkach i sklepach internetowych znajdziemy mnóstwo dodatków idealnie wpisujących się w ten trend. Moja propozycja to znów neutralna (beżowa/brązowa) baza oraz dodatki. Piękna miedź i głęboka butelkowa zieleń sprawią, że dekoracja sprawi wrażenie dużo droższej niż jest w rzeczywistości. 




1. Komplet pościeli IKEA
2. Poduszka dekoracyjna h&m
3. Prześcieradło Jysk
4. Narzuta home&you
5. Poduszka dekoracyjna h&m
6. Poduszka dekoracyjna moonlinen.pl
7. Poduszka dekoracyjna Leroy Merlin
8. Poduszka dekoracyjna h&m



SIELSKI FOLKLOR

Super pomysł na 'udomowienie' sypialni. Folklorystyczne dodatki, pastelowe kolory, różnorodność tkanin i absolutny hit- patchworkowa/pikowana narzuta, którą można znalezć w wielu miejscach, albo zrobić samemu. 







1. Komplet pościeli IKEA
2. Przescieradło 4home.pl
3. Poduszka dekoracyjna folkownia.pl
4. Poduszka dekoracyjna IKEA
5. Poduszka dekoracyjna IKEA
6. Pikowana narzuta pakamera.pl
7. Futrzany pled Jysk



Warto pamiętać, że dekoracja sypialni to nie tylko zasłonki, świeczki i ładny dywanik. To przede wszytskim łóżko, którego charakter możemy zmieniać wraz z nadejściem nowego sezonu. Mam nadzieję, że moje propozycje przypadną do gustu i będą inspiracją do zmiany, w końcu wiosna już za pasem!


Ahoj,  

Kropka. 





czwartek, 11 lutego 2016

Projekt Amerykanka- LA:miasto kontrastów


Czas najwyższy na realizację noworocznego postanowienia i wrócenie do pisania. A że czas intensywny, to na pewno tematy się szybko nie skończą. Przyrzeczony wpadł w odwiedziny, a to oznacza jeszcze intensywniejsze poznawanie okolic. Pogoda oczywiście sprzyja. Zima i trzydziestostopniowe upały? Popieram! 



Dzisiaj na tapecie Los Angeles. Kilka dni temu udało nam się pospacerować w centrum miasta oraz dotrzeć do kilku ładnych miejsc w okolicach. Nie będę wikipedią i pominę to co wszyscy na temat LA wiedzą. Za to chętnie podzielę się moimi odczuciami. 

A moje odczucia brzmią tak: 


LA to bardzo rozległe miasto pod każdym względem: powierzchnia, ludzie, kultura, architektura. Wystarczy przejść się pół godziny z dowolnego miejsca w jakąkolwiek inną część miasta, aby odkryć coś zupełnie nowego i często zupełnie nieoczekiwanego. W ciągu jednego dnia możecie poczuć klimat wielkiego
 korpo-miasta,  meksykańskiego targu,  odbyć wycieczkę do Azji (Little Tokyo, Koreatown, Chinatown) lub modlić się o swoje życie wędrując opustoszałymi ulicami niedaleko Arts District. Na taki spacer się wybrałam i polecam każdemu, kto ma ograniczony czas, ale i budżet :)

Spacer zaczynamy na przystanku w samym centrum, a dookoła nas toczy się wielkomiejskie życie. Z góry spoglądają wieżowce, a my ruszamy na podbój najważniejszego dla mnie punktu dnia. 



Znacie to uczucie, kiedy spełnia się wasze marzenie o zobaczeniu miejsca, które zawsze chcieliście poznać? To uczucie kiedy zobaczycie coś wspaniałego po raz pierwszy? U mnie  przybiera postać wielkiego stresu i podekscytowania. Przeważnie wiąże się z poznawaniem miejsc, budynków i...mebli. No cóż. Zboczenie zawodowe. Frank Gehry i jego architektura to rozległy temat, na który NA PEWNO jeszcze się wypowiem. Niesztampowy proces tworzenia projektów, fascynujące rysunki, modele i przede wszystkim efekt końcowy, który zapiera dech w piersiach. Zmierzając w kierunku centrum LA wiedziałam, że nie mogę pominąć jednego z moich ulubionych budynków: Walt Disney Concert Hall. Ten cudowny blaszak, na którym można raz dwa usmażyć jajecznicę z bekonem kosztował blisko 275 milionów dolarów. Inwestycja bardzo się opłaciła, bo budynek przyciąga nie tylko odbiorców muzyki, fanów i fanatyków architektury, ale zatrzyma nawet przechodzącego obok Janusza dizajnu. 



Po obejściu budynku z każdej możliwej strony i krótkim występie mojej skromnej osoby w nadwornym amfiteatrze, ruszyliśmy dalej...



Katedra. Do niedawna słowo kojarzyło mi się ze starymi wielkimi budowlami. Masywne mury, skrywające wiele tajemnic, kolorowe witraże i rozety. I ta dziwna, kościelna atmosfera. Posągi patrzące z góry, a czasem nawet grożące palcem. Do czasu. 
Katedra Matki Bożej Anielskiej w LA to miejsce niezwykłe. Po pierwsze, ten postmodernistyczny kościół jest nowoczesny i surowy, a jednocześnie po wejściu do środka wydaje się przytulny. Wysoki, szeroki, bardzo przestronny. Ale przytulny. Efekt jaki uzyskali architekci, jest oszałamiający. Ciepłe drewno, ciekawe oświetlenie i minimalistyczny ołtarz zachwycają. Prostota w najlepszym wydaniu.

Ze względu na szacunek do tego miejsca, nie robiłam zdjęć wnętrza. Cóż, nawet gdybym chciała, mój aparat nie udźwignąłby tego! :) 


discoverlosangeles.com

themarkeworld.com

Po wyjściu z katedry ruszyliśmy w kierunku słynnego meksykańskiego targu, który mieści się na Olvera Street.
Ze ścisłego centrum miasta, wieżowców i miejsca kultu religijnego wpadliśmy wprost w sam środek tłumu meksykanów, przeglądających kolorową biżuterię, kupujących kapelusze i niemałe przekąski. Oczywiście podjęliśmy poważne działania, mające na celu nie wyróżnianie się wśród tamtejszych. Oznacza to, że nie pogardziliśmy cukrowymi przekąskami i kanapkami z wołowiną i guacamole. 



Posileni, choć już trochę zmęczeni spacerowaliśmy w kierunku Arts District. Byłam strasznie ciekawa tego miejsca, jednak moje wyobrażenia (malunki, śpiewy, tańce, galerie sztuki i uliczni artyści) "lekko" mijały się z rzeczywistością. 

Owszem, grafitti i inne ścienne obrazki co chwilę wyłaniały się zza rogu. Czasem piękne, czasem kiczowate. Kontrastujące z otoczeniem tak bardzo, że nie mogłabym sobie wyobrazić dla nich lepszego miejsca, aby oddać ich charakter. Poza nimi ta część miasta jakby...umarła. Nie wiem, czy to ze względu na niedzielne popołudnie, czy tak już jest zawsze ( na pewno to jeszcze sprawdzę!). Na ulicach nie było żywej duszy. Cisza zamiast relaksować, budziła dziwny niepokój. 


(Tak. Dzielnica nadaje się idealnie no nakręcenia CSI: sceny strzelaniny!)

Spacerując dotarliśmy do miejsc, z których jak najprędzej chcieliśmy uciec. Nieletni kierowcy, fabryki i stare magazyny, nieliczni przechodni spoglądający na nas-intruzów w nieprzyjazny sposób. I ta niewyjaśniona cisza... (wyjaśniona pewnie bujną wyobraźnią?)





Po spędzeniu popołudnia w tym rejonie koniecznie musieliśmy się odstresować! Odstresować = zjeść coś pysznego. Wybór padł na sprawdzony wcześniej przeze mnie grill bar w Koreatown


(Post piszę podczas przerwy w pracy, na moje nieszczęście zapomniałam zabrać ze sobą posiłku. Auć!)

Koreański Grill w Quarters to oczywiście uczta dla podniebienia. Rasowy mięsożerca doceni jakość produktów i wspaniały smak. Stół zastawiony jest różnorodnymi warzywnymi przystawkami wzbogaconymi wspaniałymi koreańskimi przyprawami. Zupa z soczewicy, tofu z pikantnym sosem, sałatki, pieczona dynia i inne pyszności umilały nam czas.
Na środku stołu oczywiście grill, na którym przyrządzamy ulubione mięso/ryby

Tym pysznym akcentem kończę, zanim ślinka poleci na klawiaturę laptopa. 


Ahoj,  

Kropka. 







środa, 6 stycznia 2016

NOWOROCZNE WYROCZNIE



Postanowienia noworoczne to mit. Wypisujesz listę idealną, bo jak się zmieniać to na całego. Schudnąć na zapas ( co by za rok nie trzeba było jeszcze raz), zwiedzić połowę świata, zarobić drugi milion (pierwszy do maja), skończyć z używkami i przebiec maraton. Tak. Kiedy mówisz komuś o swoich planach, patrzy jak na kosmitę. Bo postanowienia to mit. Kolorowe karteczki na lodówce, nowy pachnący drukarnią kalendarz z zapiskami na kilka miesięcy i tabelki dlugie jak droga  z Kalisza do Maaaasaczusetes. 
Tylko...ja lubię bajki. I kolorowe karteczki. I kalendarz. A nowy zeszyt cieszy równie, co tabliczka czekolady. 

Spisuję, podsumowuję, planuję. A co robię rok później?

<play>



Rok później uśmiecham się do siebie sprzed roku i wybucham czytając: zostanę morsem. Zostanę morsem?! No, ale w sumie...może zostanę morsem. Bo czemu nie? Dobra, przepisuję na 2016. Zostanę morsem, jak nie zapomnę. 

Jest coś magicznego w wypisywaniu postanowień. Jest tylko jedna zasada. Niech długiej listy nie zdominują postanowienia takie jak 'kupię kapcie od wersacze". I tak je kupisz, jak będziesz chciał. Pewnie prędzej niż pojedziesz na wakacje do Australii. Uspokój wewnętrzne dziecko konsumpcjonizmu i co kilka podpunktów wpisz to, o czym naprawdę marzysz. Może to obserwowanie gwiazd w sierpniu na pomoście na Mazurach? A może naga kąpiel w pobliskim kapielisku? Przeczytanie wszystkich książek na temat ulubionego zespołu? 

I jeszcze jedno. Nie martw się, że lista nie ma końca. Super, nie boisz się marzyć. Obiecuję, że nawet jeżeli spełnisz jedno postanowienie z pięćdziesięciu, urośniesz w swoich oczach baaardzo wysoko. Do dzieła! :)

Co wydarzylo sie w 2015?

To był bardzo dobry rok. W styczniu utworzyłam tablicę na pinterest, gdzie wkleiłam zdjęcia wizualizujące nadchodzący rok. Żeby było śmieszniej, dodałam zdjęcie Santa Monica, a w tamtym momencie nie miałam pojęcia, że w ogóle będę miała okazję wyjechać tam na staż. A co konkretnie sie wydarzyło?


1. Pracowałam. Dużo i różnorodnie. Byłam konsultantką w studio fotograficznym, polewałam chemiel i whisky w typowym angielskim pubie, rysowałam tabelki w Excelu w dziale logistyki i zaczęłam staż jako architekt wnętrz. Kobietą pracującą jestem i żadnej pracy się nie boję!
2. Nawiązałam wartościowe znajomości
3. Po kilku latach na uczelni mogę określić się mianem studenta. Wyszłam z domu! Byłam na kilku niezapomnianych imprezach przebrana za bajkowe postaci i w neonowym makijazu :)
4. Kupiłam Gucia- mój pierwszy malutki motorek. Jeździłam nim non-stop nucąc przy tym 
Highway to Hell. 
5. Guciem odwiedziłam Walię, gdzie spędziłam noc pod namiotem i podziwiałam jedne z piękniejszych widoków górskich.
6. Podróżowałam z przyrzeczonym i w pojedynkę. Rzym, Florencja, Piza i najbardziej ekscytująca podróż: pociągiem przez Japonię. Pod koniec roku dotarłam do Kalifornii
7. Byłam na koncercie Accept i przeżyłam pogo w trampkach(!)
8. Przytuliłam 99% spotkanych na swojej drodze psów i kotów, nadal żaden mnie nie ugryzł
9. Przytuliłam też węża boa, co oznacza, że pokonałam jedną z większych życiowych fobii
10. Zrobiłam kolejny tatuaż
11. Dostałam się na wymarzony staż, dzięki któremu uwierzyłam w swoje możliwości. Również dzięki temu mieszkam w przepięknym miejscu, poznaję ciekawych ludzi i zosio-samosiuję kiedy tylko zechcę.
12. Przytuliłam kangura 
13. Zobaczyłam nową część Gwiezdnych Wojen
14. Zakończyłam rok zadowolona z życia. Tak po prostu. 



Mityczne postanowienia



vs. rzeczywistość



2016

 tak, wiem nie odhaczę całej listy. Wróć, odhaczę, tylko nie wiem czy całą w tym roku. Spełnianie kilku z postanowień będzie i tak wielką frajdą i satysfakcją

1.Tak, zostanę morsem. Nie wiem kiedy, nie wiem jak. Ale zostanę. Raz jeden
2. Nie kupię kapci wersacze, ale ciężkie buty, w których przeżyję każdy rockowy koncert
3. Założę agidasy, wezmę plecak i powędruję na 'pagórek', zrobić sobie zdjęcie ze znakiem holiłudu
4. Przeżyję niezapomnianą noc w Vegas!
5. Założę wianek, sukienkę do ziemi i pojadę do San Francisco
6. Zadbam w końcu o oczy, żeby móc podziwiać wszystko dookoła. Przeproszę okulary korekcyjne, a słoneczne za 10zł zamienię na takie z polaryzacją
7.Przeczytam 30 książek
8. Przejadę się słynną Route 66
9. Wypiję Malibu w Malibu
10. W pewnym momencie zatęsknię za zimą, a to znaczy, że spakuję narty i ruszę na stok
11. Nauczę się przygotowywać jeden z moich ulubionych deserów:  Panna Cotta 
12. Zjem stek w Texasie
13. Skoczę ze spadochronem 
14. Zobaczę zachód słońca na Grand Canyon
15. Poszerzę zawodowe horyzonty i zostanę Wedding Plannerem
16. W wakacje przemierzę USA wszerz docierając do NYC: pełen przygód road trip!
17. Największe wyzwanie roku: zostanę rannym ptaszkiem! Będę wstawać w świetnym humorze, bez noża w kieszeni zaostrzonego w kierunku budzącego (przedmiotu martwego bądź żywego)


Życzę dobrego 2016! 

Ahoj,  

Kropka. 





czwartek, 31 grudnia 2015

W jaskini ciemnosci: czarny we wnetrzach

"Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to będzie?"


Czarno będzie. Bo kochamy czerń: na włosach, ubraniach, samochodach. A jednak, wciąż najbezpieczniej pomalować salon na żółto, pokój dziecka udekorować pstrokatym wielokolorowym papierem, a w łazience poszaleć z czerwonymi kaflami! I super. Ale gdyby tak poszaleć inaczej? Kupić kilka puszek farby w kolorze smoły i zaserwować czterem kątom mroczną metamorfozę? Broń Panie z Nieba! To szataństwo jest przecież. To ten z rogami opętał, a owa dusza nieczysta tworzy sobie prawdziwy iście sekciarski grobowiec. Precz. Idziemy do sklepu po coś wesołego, ino już.




Czarny to kolor, a nie jego brak. Oczywiście, użyty przypadkowo będzie wyglądał nieciekawie. Ale ta zasada tyczy się całej palety innych kolorów. Jak zatem obchodzić się z tą barwą, aby uzyskać ciekawy i nieprzytłaczający efekt? Czym pokryć ściany, decydując się na czarny kolor?


Na początek kilka ważnych zasad:

1. Doświetlenie pomieszczenia: jeżeli decydujesz się na czerń w miejscu, gdzie jest ograniczony dostęp naturalnego światła, pomyśl nad akcentami w tym kolorze zamiast malowania wszystkiego dookoła. W tym przypadku często lepszym rozwiązaniem mogą okazać się czarne meble, a niżeli ściany.
 Jeżeli jednak lubisz ciemne pomieszczenia, pomyśl nad dodatkami, które będą odbijać sztuczne światło. Sprawdzą się lustra, szklane ozdoby, czy miedziane i złote dodatki.

2. Black&White: tego duetu nie trzeba przedstawiać. Biel kocha czerń, z pełną wzajemnością. Przeplatanie się tych barw jest zawsze świetnym i ponadczasowym rozwiązaniem. Jeżeli nie masz odwagi na zabawy z kolorem lub cenisz klasykę, postaw na to połączenie. 

3. Czerń kocha kontrast. Żaden kolor nie wydobędzie piękna innych barw tak jak robi to czarny. Jest doskonałym tłem dla wszelkich pasteli i neonów. Dlatego świetnie sprawdzi się  np. w pokoju dziecka, w którym zawsze pełno kolorowych zabawek. 

4. Ciepłe dodatki: czerń sama w sobie jest chłodnym i surowym kolorem. Aby go ujarzmić i ocieplić wnętrze, postaw na ciepły odcień drewna, miedziane, złote i rudawe dodatki (kolory jesieni). 



POKÓJ DZIECKA

Nieczęsto zdarza się, żeby rodzice serwowali swoim pociechom czarne ściany w ich uroczym pokoiku. Dlaczego? Bo dziecko to dziecko. I musi być otoczone każdym odcieniem turkusu i czerwieni zestawionych razem. Pięciolatek nie będzie jednak podziwiał tych pięknych barw codziennie o poranku, ani zachwycał się doborem koloru firanki do tapety w ptaszki. Weźmie kredki i zacznie rysować. Najprawdopodobniej po ścianach właśnie. I tu z pomocą przychodzi nam farba tablicowa. 
Jedna ciemna ściana, kontrastująca z bielą lub innymi barwami nie będzie powodowała atmosfery smutku i depresji w pokoju małego potworka. Pozwoli za to na rozwijanie talentu artystycznego! 










SALON

Pokój dzienny, to zaraz obok kuchni najbardziej reprezentacyjne miejsce w domu. Tutaj podejmujemy gości i spędzamy dużą część czasu razem z rodziną. Tu najczęściej pojawia się kominek, wymyślna tapeta lub dekoracyjna cegła. Dlatego poniżej kilka propozycji na wykorzystanie czerni w salonie w taki właśnie sposób. W dodatkach zostały wykorzystane barwy kontrastowe, takie jak złoto i biel. Ciepło i atmosferę przytulności tworzą współgrające z czernią drewniane elementy.







Inspiracji w internecie znajdziecie całą masę. Czarny współgra z wieloma kolorami i wzorami. Poniżej kilka moich ulubionych palet, w których czerń nie zawsze gra pierwsze skrzypce.


1. Szarości i biele stały się ostatnio bardzo modne. Jeżeli potrzbujesz zmiany, zastosuj te dwie neutralne barwy, przełamując je mocnym akcentem w czarnym kolorze i weselszymi odcieniami żółtego.  



2. Jeżeli jesteś fanem pasteli i eleganckich wnętrz, to zestawienie jest dla Ciebie. Czarny, szary i marmurowy, będzie wyglądał świetnie z delikatnym pudrowym różem. 



3. Dla fanów odrobiny ekstrawagancji moja ulubiona miedz. Na tle czerni wygląda bardzo elegancko, a w połączeniu z odrobiną  turkusu i neutralralnych barw (biel, szarości, jasne beże), będzie zachwycać na każdym kroku. 




Mam nadziejęże  choć trochę przełamałam mit strasznej i depresyjnej czerni. Jak widać nie taka zła, jak ją malują! 


Przy okazji sylwestra, życzę szampańskiej zabawy i wkroczenia w Nowy Rok z ciekawymi pomyslami i energią do ich realizacji. 






Ahoj,  

Kropka. 



źrodło inspiracji: pinterest.com

sobota, 26 grudnia 2015

Reklama, czyli niepoprawny post świąteczny

TOP 10 ŚWIĄTECZNYCH REKLAM


Reklamy. Wielka, niesamowita siła.  Moc, która pozwala Ci wreszcie pobiec tempem *** (w miejsce trzech gwiazdek wstaw nazwisko słynnego biegacza i nie oceniaj mojego braku wiedzy w tym zakresie) do wuce, kiedy to po kilku minutach trwania ulubionego serialu TY nagle orientujesz się, że nie zdążyłeś wykonać magicznego sprintu wcześniej! Zba-wie-nie. 
Ta sama moc pozwala Ci w przerwie filmu o dwudziestej na kanale na P lub T zrobić mielone na kolejny dzień, umyć naczynia, zrobić zakupy, wyprać psa. Przypadek? Nie sądzę. To wszystko zostało dokładnie zaplanowane. Czego byś nie zrobił nigdy, zrobisz dzisiaj. Masz dodatkową godzinę reklam w dwugodzinnym filmie GRATIS.  






Nie oglądamy reklam. Chociaż znamy wszystkie na pamięć: niespokojne kończyny, problemy trawienne, trądzik i zmarszczki. A w święta? Kup zdechłego karpia za 9 zł, podziel się miłością z bliskimi i podaruj im tabletki na wątrobę jak już tego karpia w żelatynie zjedzą. A gdyby dalej nie mogli się otrząsnąć, zaserwuj im ten świąteczny piernik z paczki, który przygotujesz w czasie trwania reklam właśnie! 


To miał by post o reklamach. Tych fajnych. Śmiesznych i wzruszających. Top 10 dobrych reklam, które zobaczycie w telewizji i na jutubie przed właczeniem Last Christmas w roku 2015. Znalazłam jedną, o kotach. Nie przejdzie.



Zbierając jednak materiały na post,  znalazłam się na pewnej stronie internetowej. Przypadkiem.  Stwierdziłam jedno. TO jest po prostu lepsze niż reklama kokakoli w TV.  Dlatego zmieniam temat. W końcu jestem blogerę i panuję nad internetami. Zmieniam temat posta w jego połowie. Idealnie wspisuje się w święta. Choinka, śnieg, mikołaj. I butelka. Nie żebym namawiała do spożycia, co to to nie! Na moje usprawiedliwienie mam jedno słowo: wintydż. Wintydż jest modny i usprawiedliwia WSZYSTKO. (Na zdrowie Panowie!)












Skąd pochodzą zdjęcia? Szukając starych reklam natknęłam się na świetną stronę, na której znajdziemy zarówno te sprzed niemal 200 lat, jak i te dzisiejsze. Jeżeli lubicie stare plakaty, zachęcam do odwiedzenia TEJ strony internetowej. Znajdziecie tu przeróżne reklamy zaczynając od zabawek, poprzez samochody i jedzenie, na broni kończąc. Miłego!




Ahoj, 

Kropka.